Mariawita nr 1-3/2009

Uświęć ich w prawdzie

„Uświęć ich w prawdzie, Twoje słowo jest prawdą. Jak Ty posłałeś Mnie na świat, tak i Ja posłałem ich na świat. Ja poświęcam siebie, aby i oni zostali uświęceni w prawdzie” (Jan 17, 17-19)

Powinniśmy dziękować miłosiernemu Bogu za tych, którzy każdego roku organizują nabożeństwa ekumeniczne oraz inne formy działalności, mające na celu zbliżenie i pojednanie wszystkich wyznawców Chrystusa. Trzeba także pamiętać o tych, którzy poprzez modlitwę wypraszają błogosławieństwo w tym szczególnym czasie spotkań ekumenicznych.

W tym roku hasłem Tygodnia modlitw o Jedność Chrześcijan są słowa proroka Ezechiela: „aby byli jedno w Twoim ręku”. Ten tekst biblijny wyraża troskę Boga o jedność wszystkich dzieci Abrahama, Narodu Wybranego, ale także ukazuje, że jedynie w Bogu, w Jego Ojcowskich rękach, istnieje możliwość pełnej jedności i pokoju. Prawica Pańska błogosławi wszystkim ludziom dobrej woli. Bóg udziela również błogosławieństwa tym wszystkim, którzy przynależąc do różnych Kościołów, pragną urzeczywistnić wizję jedności Mistycznego Ciała Chrystusa.

Temat pierwszego dnia modlitw ekumenicznego tygodnia brzmi: „Chrześcijanie wobec swoich starych i nowych podziałów”. Sugeruje on wyraźnie, że historia Kościoła zna wiele zdarzeń dawnych i najnowszych, które przyczyniły się do podziałów wśród wyznawców Chrystusa. Obecnie żyjemy w czasach, w których w wielu zagadnieniach - jako chrześcijanie - nie mówimy jednym głosem. Mam tu na uwadze kwestie dotyczące pojęcia świętości rodziny, natury małżeństwa, czy też szczególnego daru, jakim jest kapłaństwo.

Jak dla uczonych celem ich badań jest dochodzenie do prawdy, tak podobnie dla ludzi wiary poznanie objawionej prawdy powinno być wartością istotną (por. Hbr 5, 12). Słowa zapisane w księgach Pisma Świętego, zawarte w depozycie wiary Kościoła, są objawioną prawdą i wskazują właściwą drogę zbawienia człowieka i napełniają nasze serca nadzieją życia wiecznego: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6).

Arcykapłańska modlitwa Jezusa to najdłuższa modlitwa nowotestamentowa, która wyraża głęboką więź łączącą Syna Bożego z Ojcem. Słowa tam wypowiedziane podkreślają uwielbienie dla Ojca oraz zawierają troskę o uczniów i wszystkich wierzących w Chrystusa. W sposób jednoznaczny wskazują także na prześladowanie ze względu na przynależność do naszego Pana. Najważniejszym wydaje się być przyszłość Kościoła i jego jedność, której wzorcowym i jakże inspirującym przykładem jest doskonała jedność Osób Boskich – Ojca i Syna: „aby byli jedno, jak My jedno jesteśmy” (J 17,22).

Wielokrotnie w czasie nabożeństw ekumenicznych słyszymy słowa, że do urzeczywistnienia jedności Kościoła powinniśmy podążać w duchu prawdy i miłości. Czym dla chrześcijan jest prawda? W księdze Samuela czytamy, że właśnie słowa Boga są dla nas prawdą (2 Sm 7, 28). Podobnie pojęcie prawdy określa psalmista Pański mówiąc, że „prawo Twoje [Boże] jest prawdą” (Ps 119, 142). Tak więc źródłem prawdy objawionej jest sam Bóg, który przez natchnionych mężów przekazał światu prawdę dotyczącą powołania i zbawienia człowieka. Pełnię prawdy o Bogu przekazał Jezus Chrystus, który powiedział: „Ja się narodziłem i przyszedłem na świat, aby dać świadectwo o prawdzie” (J 18, 37).

Dla ludzi wiary żyć w prawdzie to przede wszystkim znaczy stanąć w prawdzie przed Bogiem. Najpierw w prawdzie o samym sobie, dostrzegając swoją grzeszność, ale i dobro, które uświęcone przez Boga wzrasta. Prawda o nas odsłania nie tylko niedoskonałość, ale i cnotę. Świadomość ta pozwala spoglądać na innych ludzi z wrażliwością i miłością. Bóg przecież wszystkich powołał do świętości i dlatego w każdym człowieku należy dostrzegać dobro, które dzieje się na świecie za jego przyczyną. Prawda, którą objawił Syn Boży Jezus Chrystus mówi nam o naszej słabości, ale jednocześnie odsłania perspektywę wzrastania w łasce naszego Pana aż do godności dzieci Bożych. Także w relacjach między różnymi Kościołami wskazana jest cierpliwość w poszukiwaniu dobra, a także roztropne dzielenie się tym dobrem, które posiada dana wspólnota wyznaniowa. Ekumenizm uczy nas, że tylko na drodze Prawdy, którą jest Chrystus, możemy dojść do pojednania i jedności.

Prawda w codziennym życiu jest często bardzo trudna do zrozumienia i zaakceptowania. Nie rzadko jest ona bolesna. Jeżeli poznaniu jej nie towarzyszy cnota miłości może nawet być to zachętą do krzywdzenia innych i wydawania zbyt pochopnych i niesprawiedliwych sądów. Dlatego też budowanie trwałej jedności wśród wyznawców Chrystusa wymaga nie tylko poszukiwania prawdy w wymiarze teologicznym czy historycznym, ale również niezbędny jest dar miłości, której owocem jest przebaczenie. To w prawdzie i miłości możemy z pomocą Bożą wspólnie szukać utraconej jedności wszystkich wyznawców Chrystusa. Nie można jednak szukać prawdy bez poznania nauki naszego Zbawiciela. Aby jednak ją poznać musi nam towarzyszyć pokorna modlitwa. Należy mieć w Bogu nadzieję, że jedynie prawda Boża, którą objawił światu Jezus Chrystus, może wyzwolić nas od nieufności wobec chrześcijan należących do różnych Kościołów. Prawda, wyrosła na gruncie Ewangelii Świętej, jedynie jest w stanie zmienić naszą mentalność i napełnić serca pragnieniem tym samym, o którym mówił Chrystus Pan: „aby stała się jedna owczarnia i jeden Pasterz”.

Podążając do jedności w Chrystusie wszyscy powinniśmy pamiętać o słowach Apostoła św. Jana: „dzieci Boże postępują zgodnie z prawdą” (3 J 4) – a ekumenizm to szczególny dar prawdy, który powinniśmy przyjąć i nim żyć. Wyrażam nadzieję, że wspólna modlitwa w kościele, w którym Założycielka Mariawityzmu, św. Maria Franciszka, otrzymała Objawienie o Miłosierdziu Bożym dla całego świata, przyczyni się do umocnienia naszej woli na rzecz jedności Kościoła. Jestem przekonany, że Pan Kościoła, Jezus Chrystus, obdarzy tu zgromadzonych pokojem i łaską dla dobra wszystkich ludzi. Niech nas zjednoczy troska o chwałę Bożą oraz wzajemna życzliwość w rozwiązywaniu trudnych problemów codziennego życia.

bp M. Ludwik

Nauka wygłoszona w rzymskokatolickim kościele św. Jana Chrzciciela w Płocku podczas inauguracji tegorocznego Tygodnia Powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan.


Jezusie, Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną

(Mk 10,47-48)

Wielki zarzut stawiany Bogu to zło, cierpienie, które niszczą stworzony świat. Dlaczego są klęski, żałoba, niepowodzenia? Są to bolesne pytania.

Nawet w wielu Psalmach pełno jest krzyku rozpaczy ludzi chorych, żebrzących o uleczenie (Ps 6, 22, 38, 41). Psalm 22 wyraża skargę opuszczonego: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił…?” Krzyki cierpienia przypominają nam, że wielu naszych braci i sióstr na świecie znajduje się w tej smutnej sytuacji. Biblia w samym cierpieniu widzi zło, którego nie powinno być na ziemi. Człowiekowi cierpiącemu współczuje. Za źródło nieszczęść ciążących nad całym światem należy uznać pierwszy grzech (Rdz 3, 14-19). I choć cierpienie posiada wartości wstawiennicze i zbawcze, a prorocy odkrywają w nich wartość oczyszczającą i wychowawczą, to jednak cierpienie przekracza nasze możliwości poznania (Job 42, 1-6).

W 2 Księdze Królewskiej (20, 1-6) czytamy o uzdrowieniu króla judzkiego Hiskiasza. W czternastym roku swego panowania ciężko zachorował. Bóg posyła do niego proroka Izajasza, by mu powiedział: „Tak mówi Pan: uporządkuj swój dom, bo umrzesz i nie będziesz żył. Wtedy Hiskiasz odwrócił się do ściany i modlił się do Boga (…). Wspomnij Panie na to, że postępowałem wobec Ciebie wiernie i z doskonałym sercem i płakał bardzo rzewnie” ( 2 Krl 20, 1-3). Bóg usłyszał jego modlitwę. Wrócił Izajasza, by mu oznajmił: „Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Oto uzdrawiam cię i dodam do twego życia piętnaście lat. Wybawię ciebie i to miasto z ręki króla asyryjskiego i roztoczę opiekę nad tym miastem” (5-6). Oto siła modlitwy. „Trzeba się zawsze modlić i nigdy nie ustawać” (Łk 18, 1). Modlitwa to nie jest coś, co nas nudzi i krępuje, czekając żeby się jak najszybciej skończyła i moglibyśmy z ulgą odetchnąć. Modlitwa to nasz święty i bardzo ważny obowiązek wynikający z naszej przynależności do chrześcijaństwa. Pełna ufności modlitwa Hiskiasza była drogą do zwycięstwa.

Bóg nie odmówił nam swojej odpowiedzi na pytanie, dlaczego? Wysłał Swego Syna, aby podniósł człowieka z upadku. Jezus zwalcza ból, a wobec wielkiego cierpienia wzrusza się, ogarnia Go współczucie. Przykładem tego niech będą słowa zapisane w Ewangelii św. Marka w rozdziale 10 w wierszach 46-48. „Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: "Jezusie Synu Dawida ulituj się nade mną". W serce niewidomego wstąpiła nadzieja, gorąca tęsknota, pragnienie ratunku. Jezus może przywrócić mu wzrok, uzdrowić jego chore oczy, dlatego woła do Jezusa i choć wielu nastawało na niego, żeby umilkł, to on jeszcze głośniej wołał. Było to wołanie nędzy, ale i wołanie wiary. Niewidomy wierzył w Boską wszechmoc Jezusa. Jezus słyszy wołanie serca, przystaje i mówi: „Zawołajcie go. I przywołali niewidomego, …który zerwał się i przyszedł do Jezusa”. „Co chcesz, abym ci uczynił? - zapytał go Jezus. „Rabbuni, żebym przejrzał”. Jezus ma przed sobą cierpiącego człowieka i chce mu przyjść z pomocą. Stwierdziwszy jego wiarę, przywraca mu zdrowie. „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Jezusem. Niewidomy Bartymeusz miał szczęście zauważyć przejście Jezusa i nawiązać z Nim osobisty kontakt. Każda nasza modlitwa jest nawiązaniem kontaktu z Jezusem.

Nie zawsze Chrystus sprawi taki cud, jakiego doznał król Hiskiasz, niewidomy Bartymeusz czy taki, który my mamy na myśli, ale w każdym spotkaniu udzieli nam czegoś ze swych darów – światła, siły, pokoju. Może i nam otworzy oczy na inne wartości, których nie dostrzegaliśmy dotąd. Może Chrystus chce, byśmy wzmogli modlitwę, a w swoich cierpieniach łączyli się z cierpiącym Jezusem, ofiarując je za tych, których bardzo kochamy? Każdy z nas doświadcza cierpienia. Każdy ma swój Ogrójec. Może to być nieuleczalna choroba, przykrość, poczucie krzywdy, opuszczenie i samotność. Czasem cierpienie zadają nam ludzie, albo padamy ofiarą losu. Jaki jest sens cierpienia? Jaką wobec niego przyjąć postawę? Odpowiedzi na te pytania szukajmy na Golgocie. Chrystus cierpiał nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Cierpiał, gdy z Niego szydzono, gdy opuścili Go uczniowie. Cierpiał, gdy Go zdradził Judasz, gdy zaparł się Go Piotr, gdy widział cierpienie i ból swej Matki. Cierpiał też z powodu przewrotności i niewiary ludzi, za których umierał. Czy nie cierpi nadal w wielu rodzinach, opuszczonych rodzicach, zaniedbanych dzieciach? Nie zamykajmy się w swoim cierpieniu. Bóg dopuszczając je na nas staje blisko nas. Jest po stronie cierpiących. Gdy swój ból złączymy z Jego bólem, cierpienie stanie się drogą zbawienia i świadectwem naszej wiary.

Chciejmy słowo Boże skierowane do króla Hiskiasza „Uporządkuj swój dom” odczytać jako wezwanie skierowane do nas chrześcijan. Kościół jest naszym domem. Całe nasze życie jest związane z Kościołem. Przez chrzest stajemy się dziećmi Bożymi i członkami Kościoła. W pierwszej Komunii Świętej, w sakramencie bierzmowania umacniamy się Ciałem i Krwią Chrystusa oraz łaską Bożą. Kiedy człowiek wierzący zawiera związek małżeński, Kościół błogosławi mu na nową drogę życia. W sakramencie pokuty otrzymujemy na nowo łaskę pojednania z Bogiem, bliźnim i samym sobą. U kresu naszego życia Kościół wiatykiem, modlitwą i łaską wspiera nas na drodze ku wieczności. Nawet po naszej śmierci Kościół modli się za nas. Jest tak, dlatego, bo Kościół jest naszym domem. Modlitwa Jezusa „Ojcze, aby byli jedno…” przynagla nas, abyśmy byli gotowi do pojednania, gdyż boleśnie doświadczamy skutków braku jedności. Tyle jeszcze kłótni, intryg, rozbicia i uprzedzenia. Obyczaje ziemskie nacechowane grzechem zmieniają świat w istną dżunglę, gdzie egoizm, ambicje, siła, kłamstwo i chytrość ustanawiają prawa. Z biegiem lat na skutek win takich i innych, wkraczania polityki, a zwłaszcza braku miłości przychodziły rozłamy. Zatracono to, co tworzyło jedność. Dlatego Słowo Boże wzywa: „Uporządkuj swój dom!” Może i dziś są chrześcijanie, którzy troszczą się o wiele doczesnych rzeczy, nie dostrzegając bliskości i obecności Boga, który przekracza wszelkie granice. Przechodzą obok Niego zatroskani o swoje życie, o swe zwyczaje, tradycje i swoją przyszłość. Takie zatroskanie nie naprawi jednak przeszłości, ponieważ przeszłość nie wraca. Przeszłość niech będzie bodźcem do lepszego działania ku zjednoczeniu Kościoła Chrystusowego.

Jedyną wartością, która stoi u podstawy wszystkiego jest miłość. Trzeba kochać innych tą samą miłością, którą kocha Bóg. Dlatego „Uporządkuj swój dom”, byś wiedział, że jesteś człowieku dzieckiem Boga, stworzonym na Jego obraz. Bądź bratem każdemu i kochaj jak brat. Dlatego trzeba nieustannej modlitwy o zjednoczenie. Zwróćmy naszą myśl ku Bogu i tak jak niewidomy Bartymeusz zawołajmy: Boże Miłości, Ty wypełniasz i coraz to nowym życiem darzysz Twój Kościół święty, pocieszasz go i wspierasz wśród prac uciążliwych, przyświecaj i jaśniejsze jeszcze rzucaj światło wśród zgromadzenia wiernych. Spraw, by jednym tchnęli duchem, jedno mieli serce, aby w duchu Twym rosnąc cześć Twoją szerzyli wśród świata, spraw byśmy wszyscy zjednoczeni miłością bratnią, stali się jednością w Panu naszym Jezusie Chrystusie.

kapł. M. Kazimierz

Przynieś Chrystusowi to, co posiadasz


Tradycja przekazała nam imiona Trzech Króli: Kacper, Melchior i Baltazar. W starożytności nazywano ich magami. Wywodzili się prawdopodobnie z plemienia Medów, którzy zamieszkiwali Imperium Perskie. Dostrzegli tę jedyną gwiazdę i wyruszyli w drogę nie szczędząc trudów, żeby odszukać Króla-królów.

Objawienie, nazwane z języka greckiego „ Epifanią”- oznacza zjawienie się, ukazanie się bóstwa w ludzkiej postaci. Epifania to misterium światła - jego symbolem jest gwiazda, która prowadziła Mędrców w czasie podróży. Nowonarodzony Jezus jest prawdziwym światłem, któremu hołd oddają aniołowie i śpiewają wszystkim ludziom pieśń pokoju: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli” (Łk 2) Jasność gwiazdy betlejemskiej padła na ludzi szerokiego świata, pogrążonego w nocy grzechu. Pokłon Mędrców ze wschodu złożony Dziecięciu Jezus opisany w Ewangelii Św. Mateusza (2, 1-12), symbolizuje pokłon świata pogan, wszystkich ludzi, którzy klękają przed Wcielonym Bogiem. Trzej królowie wierzą, że to małe Dziecię, to Król całego wszechświata, na którego czekały całe stulecia, całe pokolenia wschodu i zachodu. Uroczystość Objawienia Pańskiego niech będzie nakazem i wskazówką dla nas współczesnych ludzi, aby każdy chrześcijanin szukał nowonarodzonego Króla i oddał należny mu pokłon. Obowiązkiem każdego z nas jest szukanie Pana. Z wiarą trzeba iść za betlejemska gwiazdą - szukać i odnajdywać prawdziwego Jezusa, którego żywe słowo jest zapisane na kartach Ewangelii św. Chrystusa, utajonego w Przenajświętszym Sakramencie ołtarza, którego przyjmujemy do naszych serc w Komunii św. Jezusa, który jest w nas i w bliźnim.

Ewangelia mówi dalej, że upadli na ziemię i oddali Mu pokłon. I my w ten sposób wyznajemy wiarę w Jego eucharystyczną obecność. „ I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę…” ( Mt. 2,11) Złoto – symbol władzy królewskiej – ofiarowane przez Melchiora. Złoto to dar dla króla. Jezus urodził się jako, „ten, co miał być królem”. Miał władać bez użycia siły – dzięki miłości. Naszymi ludzkimi sercami rządzi z krzyża a nie z królewskiego tronu. Kadzidło – symbol boskości – ofiarowane przez Kacpra. Kadzidło to dar dla kapłana. Kapłan to człowiek, który „buduje most pomiędzy Bogiem a ludźmi. Taki „most” zbudował najwyższy kapłan Nowego Testamentu Jezus Chrystus. Otworzył nam drogę i umożliwił zbliżenie i powrót do Boga Ojca. Mirra – zapowiedź męczeńskiej śmierci – ofiarowana przez Baltazara. Mirra używana była do balsamowania zwłok. To dar dla tego kto ma umrzeć. Jezus przyszedł na świat, by żyć dla ludzi i dla nich umrzeć.

Po skończonej Mszy świętej poświęcimy złoto, kredę i kadzidło. Kredą oznaczymy drzwi naszych domów i mieszkań na znak, że przyjęliśmy wcielonego Syna Bożego. Wonią spalonego kadzidła napełnimy nasze mieszkania na znak, że pragniemy wszystko czynić na Bożą Chwałę.

„Pójdź do Jezusa” i za przykładem trzech Mędrców ze Wschodu przynieś to co posiadasz. Ofiaruj mu złoto na znak oddania wszystkiego i kadzidło modlitwy za tych którzy są chorzy i potrzebują szczególnej pomocy Bożej i mirrę samozaparcia, umartwienia.

Mędrcy otrzymali napomnienie, aby inna drogą wrócili do swojej ojczyzny. Również i my zmieńmy dotychczasowy kierunek naszego życia i powróćmy lepsi niż przedtem - już drogą do „krainy swojej”.

kapł. M. Karol

Modlitwa

Dlaczego modlitwa jest tak ważna w Kościele?

Modlitwa to jedna z podstawowych form kultu Boga. Przez nią kierujemy nasze myśli, a w nich podziękowania, prośby, ale również troski czy problemy. Jest bardzo ważna dla każdego wierzącego, jak i Kościoła jako wspólnoty.

Co niedzielę i w każde święto wierni zbierają się w jednym miejscu i czasie, by razem się modlić. W ten sposób pokazują swoje oddanie Bogu oraz zjednoczenie całej wspólnoty. Jest to symbol zjednania w miłości do Boga. Gdyby zabrakło modlitwy, ludzie nie przychodziliby do Kościoła, a sens straciłoby odprawianie Mszy Świętej. Rozpadłaby się „Boża rodzina”, ponieważ ludzie nie byliby złączeni modlitwą.

Modlitwa jest bezpośrednią rozmową z Bogiem. Nie ważne w jakim celują kierujemy, zawsze zostanie wysłuchana. Czy to wieczorna modlitwa, w której dziękujemy za przeżyty dzień, czy też prośba o pomyślne zdanie egzaminu, skierowana jest do Boga. Przez to jest najważniejszym elementem wiary. Gdybyśmy ją stracili, utracilibyśmy również kontakt z Bogiem, szansę na powierzenie mu swoich myśli. A bez kontakty z Nim rozpadłby się cały Kościół.

Uważam, że modlitwa jest najważniejszym elementem wiary. To rozmowa z Bogiem, która łączy całą społeczność Kościoła. Gdyby jej zabrakło stracilibyśmy kontakt z Bogiem i ludźmi. Powinniśmy pamiętać o codziennej rozmowie z Bogiem i Mszach Świętych, na których modlimy się w gronie wiernych, by rozwijać swoją wiarę i miłość, oraz nie dopuścić do zburzenia wspólnoty, jaką jest Kościół.

Agnieszka Zalewska

Pamiętaj o tych, co przed tobą byli...

(Syr 41,3)

Brat Kapłan Janos M. Gracjan Simon

W dniu 5 stycznia br. minęła 25 rocznica śmierci kapłana M. Gracjana Simona.

Janos Simon urodził się na Węgrzech dnia 16 VIII 1916 r. Przed przyjęciem do Zgromadzenia Braci Szkolnych był śpiewakiem operowym. W 1940 r. poznał mariawityzm i był jednym z pierwszych wyznawców naszego Kościoła na ziemi węgierskiej.

Kilka lat później wstąpił do seminarium mariawickiego „Cornelius Jassen” w Budapeszcie, gdzie przyjął habit mariawicki otrzymując imiona Maria Gracjan. Święcenia kapłańskie otrzymał 8 VI 1946 r. z rąk bp. Juliusza M. Ottona Czernohorskyego (1919 – 1984). W tym czasie Kościół na Węgrzech posiadał 15 parafii i blisko 20 tys. wiernych. Kapłan M. Gracjan pełnił funkcje proboszcza w dwóch z nich, a także przez jakiś czas Wikariusza Generalnego bp. M. Ottona. Kościół Starokatolicki Mariawitów na Węgrzech został 27 XII 1948 r. zdelegalizowany przez władze komunistyczne. Duchowi pod groźbą więzienia otrzymują zakaz sprawowania posługi duszpasterskiej. Pomimo tego, organizuje w swoim mieszkaniu prywatną kaplice, w której odprawia Mszę Świętą. Przyjaciele jego ojca (wówczas już nieżyjącego), którzy byli oficerami wojskowymi, informują kapł. M. Gracjana, że jest śledzony przez tajną policję. Aby uniknął represji ułatwiają mu zatrudnienie w fabryce na posadzie palacza w kotłowni. Jakiś czas później władze pozwalają awansować mu na brygadzistę. Wkrótce Kapłan mógł objąć posadę urzędnika.

W czasie odwilży politycznej zaczyna przyjeżdżać do klasztoru przy Świątyni Miłosierdzia i Miłości w Płocku. Na stałe do Płocka przybywa w 1969 roku. Dzięki dość dobrej znajomości języka polskiego kapł. M. Gracjan pełnił szereg odpowiedzialnych funkcji, chociażby ojca duchownego kleryków w seminarium naszego Kościoła czy administratora miesięcznika „Mariawita”. Pomagał także w obsłudze duszpasterskiej parafii. Zasnął w Panu w klasztorze płockim 5 stycznia 1984 r. Jego doczesne szczątki spoczywają na cmentarzu parafialnym w Płocku.

subdk. M. Daniel